Warning: Undefined array key "https://psycholog-poznajsiebie.pl/kontakt/" in /home/platne/serwer291121/public_html/psycholog-poznajsiebie.pl/wp-content/plugins/wpa-seo-auto-linker/wpa-seo-auto-linker.php on line 192
„Może jestem przewrażliwiona”.
„Może robię problem z niczego”.
„Inni pewnie nie przejmowaliby się tym aż tak bardzo”.
„Może rzeczywiście za dużo wymagam”.
Czy zdarza Ci się zadawać sobie takie pytania, kiedy ktoś Cię zrani, zlekceważy Twoje potrzeby albo przekroczy Twoje granice? Zamiast skupić się na tym, co czujesz, zaczynasz analizować, czy masz prawo tak się czuć. Zastanawiasz się, czy Twoja reakcja nie jest przesadzona, czy nie powinnaś podejść do sytuacji z większym dystansem, a może po prostu przestać się przejmować.
Ciągłe podważanie własnych emocji może sprawić, że z czasem przestajemy ufać sobie bardziej niż osobom, które nas ranią. Zamiast zastanawiać się, co było dla nas trudne i czego potrzebujemy, próbujemy udowodnić sobie, że nasze uczucia nie mają wystarczającego uzasadnienia.
Skąd bierze się taki sposób myślenia? Dlaczego niektórym osobom tak trudno uznać własne emocje za ważne? I jak nauczyć się ufać sobie, nie ignorując przy tym perspektywy innych ludzi?
Czym jest podważanie własnych emocji?
Podważanie własnych emocji polega na kwestionowaniu tego, co czujemy, umniejszaniu własnym przeżyciom lub przekonywaniu siebie, że nasze reakcje są nieuzasadnione.
Nie chodzi o zwykłą refleksję nad swoim zachowaniem. Zastanawianie się, czy zareagowaliśmy adekwatnie do sytuacji, może być oznaką dojrzałości emocjonalnej. Problem pojawia się wtedy, gdy niemal automatycznie zakładamy, że to z nami jest coś nie tak.
Ktoś mówi coś przykrego, a Ty zamiast pomyśleć: „To mnie zabolało”, zaczynasz zastanawiać się, czy nie jesteś zbyt wrażliwa.
Partner ignoruje Twoje potrzeby, a Ty zastanawiasz się, czy nie oczekujesz za dużo.
Czujesz złość, ponieważ ktoś kolejny raz nie szanuje Twojego czasu, ale szybko pojawia się myśl, że przecież inni mają trudniej i nie powinnaś robić problemu.
W takich momentach własne emocje przestają być informacją o tym, co jest dla nas ważne. Zaczynają być traktowane jak coś, co trzeba usprawiedliwić, ukryć albo jak najszybciej wyeliminować.
Dlaczego ciągle zastanawiamy się, czy nie przesadzamy?
Nie ma jednej przyczyny takiego sposobu myślenia. Często jest on związany z wcześniejszymi doświadczeniami, relacjami z ważnymi osobami oraz przekonaniami, które budowaliśmy na swój temat przez lata.
1. Dorastanie w środowisku, w którym emocje były umniejszane
Sposobu przeżywania emocji uczymy się między innymi w dzieciństwie. To właśnie wtedy dowiadujemy się, czy nasze uczucia są akceptowane, czy możemy o nich mówić i czy w trudnych chwilach otrzymamy wsparcie.
Jeśli dziecko często słyszy:
- „Nie płacz, przecież nic się nie stało”.
- „Nie przesadzaj, to nie jest powód do złości”.
- „Inne dzieci mają gorzej”.
- „Jesteś za wrażliwa”.
- „Znowu robisz problem”.
może stopniowo zacząć traktować własne emocje jako coś niewłaściwego.
Dziecko nie zawsze potrafi pomyśleć, że dorosły nie umie poradzić sobie z jego uczuciami albo nie rozumie jego potrzeb. Znacznie łatwiej dochodzi do wniosku, że to ono reaguje nieodpowiednio.
Z czasem takie przekonanie może przenieść się w dorosłość. Człowiek przestaje potrzebować kogoś, kto powie mu, że przesadza. Sam zaczyna robić to automatycznie.
2. Lęk przed odrzuceniem i utratą relacji
Czasami podważanie własnych emocji jest sposobem na utrzymanie bliskości z drugim człowiekiem.
Jeżeli bardzo zależy nam na relacji, możemy obawiać się, że wyrażenie niezadowolenia, złości lub smutku doprowadzi do konfliktu. Boimy się, że zostaniemy uznani za trudnych, wymagających albo niewdzięcznych.
Wtedy pojawia się myślenie:
„Może lepiej nic nie mówić”.
„Może powinnam odpuścić”.
„Nie chcę znowu wywoływać kłótni”.
„Może to ja powinnam się zmienić”.
Na krótką metę takie podejście może przynosić ulgę. Unikamy konfrontacji, napięcia i ryzyka, że ktoś się od nas odsunie. Jednak długofalowo płacimy za to wysoką cenę. Coraz trudniej nam rozpoznawać własne potrzeby, a relacja może opierać się głównie na dostosowywaniu się jednej osoby do drugiej.
Nie każda relacja, którą udaje się utrzymać dzięki milczeniu, jest relacją, w której możemy czuć się bezpiecznie.
3. Niska samoocena i przekonanie, że nasze potrzeby są mniej ważne
Osoby, które mają trudność z uznaniem własnej wartości, często surowiej oceniają siebie niż innych.
Łatwiej przychodzi im zrozumienie cudzych emocji niż własnych. Potrafią znaleźć dziesięć powodów, dla których ktoś zachował się niewłaściwie, ale jednocześnie nie potrafią przyznać sobie prawa do złości czy rozczarowania.
Mogą wierzyć, że powinny być bardziej wyrozumiałe, spokojniejsze, mniej wymagające i zawsze gotowe do ustępstw.
W takim sposobie myślenia potrzeby innych osób stają się ważniejsze od własnych. Nie dlatego, że rzeczywiście są ważniejsze, ale dlatego, że człowiek nauczył się traktować siebie jak kogoś, kto powinien zajmować mniej miejsca.
4. Doświadczenia z relacji, w których nasze odczucia były podważane
Ciągłe kwestionowanie własnych emocji może rozwijać się również w relacjach, w których druga osoba regularnie umniejsza nasze przeżycia, zaprzecza temu, co się wydarzyło, albo przedstawia naszą reakcję jako dowód przesadnej wrażliwości.
Możemy wtedy słyszeć:
„Znowu sobie coś wymyślasz”.
„Nie tak było, źle pamiętasz”.
„Nie można ci nic powiedzieć”.
„Z tobą zawsze jest jakiś problem”.
Jeśli takie komunikaty powtarzają się przez dłuższy czas, zaczynamy kwestionować własną ocenę sytuacji. Coraz częściej szukamy potwierdzenia u drugiej osoby, zamiast ufać własnym obserwacjom.
W niektórych relacjach może to być element manipulacji psychologicznej, określanej jako gaslighting. Nie każda niezgoda, krytyka czy odmienna interpretacja wydarzeń oznacza jednak manipulację. Istotne jest to, czy mamy do czynienia z powtarzalnym wzorcem podważania naszej zdolności do rozumienia rzeczywistości.
5. Perfekcjonizm i potrzeba bycia zawsze rozsądną osobą
Niektóre osoby mają bardzo wysokie wymagania wobec siebie również w sferze emocjonalnej.
Chcą reagować spokojnie, rozmawiać bez podnoszenia głosu, zawsze rozumieć drugą stronę i nigdy nie kierować się impulsem.
Wydaje się to rozsądne, ale problem pojawia się wtedy, gdy człowiek uznaje, że każda silna emocja jest oznaką niedojrzałości.
Złość zaczyna kojarzyć się z brakiem kontroli. Smutek z nadmierną wrażliwością. Zazdrość z niedojrzałością. Potrzeba bliskości ze słabością.
Tymczasem dojrzałość emocjonalna nie polega na tym, że zawsze jesteśmy spokojni. Polega na tym, że potrafimy rozpoznawać swoje emocje, rozumieć je i wybierać sposób reagowania, który nie krzywdzi ani nas, ani innych.
Możemy odczuwać złość i jednocześnie zachować się z szacunkiem. Możemy być rozczarowani i nadal rozmawiać konstruktywnie. Możemy potrzebować wsparcia, nie tracąc przez to swojej samodzielności.
Czy moje emocje są przesadzone? Ważne rozróżnienie
Warto pamiętać, że emocje są subiektywne. Dwie osoby mogą znaleźć się w tej samej sytuacji i zareagować zupełnie inaczej. Jedna poczuje złość, druga smutek, a trzecia nie przywiąże do wydarzenia większej wagi.
Nie oznacza to automatycznie, że któraś z nich reaguje niewłaściwie.
Emocja jest prawdziwym doświadczeniem, ale nie zawsze stanowi pełny obraz sytuacji.
Możemy odczuwać silny lęk, mimo że zagrożenie jest niewielkie. Możemy poczuć się odrzucone, choć druga osoba nie miała takiej intencji. Możemy zareagować złością, ponieważ obecna sytuacja przypomina nam wcześniejsze bolesne doświadczenia.
Dlatego warto oddzielić trzy rzeczy:
- Emocję: co czuję?
- Interpretację: co myślę, że oznacza ta sytuacja?
- Reakcję: co zrobię pod wpływem tego, co czuję?
Masz prawo odczuwać złość, ale nie oznacza to, że każda forma wyrażenia tej złości będzie w porządku. Możesz czuć smutek po czyichś słowach, nawet jeśli ta osoba nie chciała Cię zranić. Możesz mieć potrzebę dystansu, jednocześnie próbując zrozumieć perspektywę drugiego człowieka.
Nie musisz wybierać między całkowitym unieważnianiem siebie a przekonaniem, że zawsze masz rację.
Możesz uznać swoje emocje i jednocześnie przyglądać się sytuacji z ciekawością.
Jak ciągłe podważanie emocji wpływa na psychikę?
Kiedy regularnie ignorujemy własne przeżycia, z czasem możemy stracić z nimi kontakt.
Zamiast szybko rozpoznawać, że coś nas rani, przez długi czas analizujemy, czy w ogóle mamy powód, żeby tak się czuć. Zamiast jasno komunikować granice, czekamy, aż napięcie stanie się trudne do zniesienia.
Może to prowadzić do:
- wzmożonego napięcia i przewlekłego stresu,
- trudności z podejmowaniem decyzji,
- nadmiernego analizowania rozmów i relacji,
- poczucia winy związanego z wyrażaniem potrzeb,
- trudności w stawianiu granic,
- obniżenia samooceny,
- narastającej frustracji i wyczerpania emocjonalnego.
Czasami otoczenie widzi osobę spokojną, ugodową i wyrozumiałą. Nie widzi jednak, ile kosztuje ją utrzymanie tego obrazu.
Wewnątrz może narastać żal, poczucie osamotnienia i przekonanie, że nikt tak naprawdę nie zna jej potrzeb. Trudno bowiem oczekiwać, że inni będą je rozumieć, jeśli sami nie dajemy sobie prawa do ich zauważania i komunikowania.
Jak przestać podważać własne emocje?
Odbudowywanie zaufania do siebie nie oznacza, że od tej pory każda nasza interpretacja będzie prawidłowa. Chodzi o to, by przestać automatycznie traktować siebie jako osobę, która najprawdopodobniej przesadza.
1. Zamiast pytać „Czy przesadzam?”, zapytaj „Co się we mnie wydarzyło?”
To niewielka zmiana, która może mieć duże znaczenie.
Zamiast od razu oceniać swoją reakcję, spróbuj najpierw ją rozpoznać.
Czy poczułaś się zlekceważona? Zraniona? Zawstydzona? Rozczarowana? A może przestraszyłaś się, że stracisz coś ważnego?
Nazwanie emocji nie oznacza, że musisz natychmiast działać pod jej wpływem. Daje Ci jednak szansę na zrozumienie, co właściwie się dzieje.
2. Nie porównuj swojego cierpienia z cierpieniem innych
To, że ktoś przeżywa trudniejszą sytuację, nie oznacza, że Twoje doświadczenie przestaje mieć znaczenie.
Nie musisz udowadniać, że masz wystarczająco poważny powód, by odczuwać smutek. Nie musisz czekać, aż sytuacja stanie się nie do zniesienia, żeby przyznać, że coś Ci nie służy.
Cudze cierpienie zasługuje na uwagę. Twoje również.
3. Naucz się oddzielać poczucie winy od odpowiedzialności
Nie każda sytuacja, w której ktoś jest na Ciebie zły lub rozczarowany, oznacza, że zrobiłaś coś niewłaściwego.
Czasami poczucie winy pojawia się dlatego, że przekroczyłaś własne przyzwyczajenia. Po raz pierwszy odmówiłaś. Powiedziałaś, czego potrzebujesz. Nie zgodziłaś się na coś, co wcześniej akceptowałaś wbrew sobie.
Warto wtedy zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście kogoś skrzywdziłam, czy może po prostu nie spełniłam jego oczekiwań?
To ważne rozróżnienie, szczególnie jeśli przez lata przyzwyczajałaś się do stawiania potrzeb innych osób na pierwszym miejscu.
4. Sprawdź, czy dajesz sobie takie samo prawo do emocji jak innym
Wyobraź sobie, że bliska Ci osoba opowiada o sytuacji, w której została zraniona.
Czy powiedziałabyś jej, że przesadza? Że powinna przestać się przejmować? Że inni mają gorzej?
A może wysłuchałabyś jej, spróbowała zrozumieć i zapytała, czego potrzebuje?
Spróbuj skierować do siebie tę samą życzliwość.
Nie musisz od razu wierzyć we wszystko, co podpowiada Ci umysł. Możesz jednak przestać traktować siebie jak oskarżoną, która musi nieustannie udowadniać, że ma prawo do własnych przeżyć.
5. Zwróć uwagę na relacje, w których najczęściej tracisz zaufanie do siebie
Zastanów się, czy są osoby, przy których regularnie zaczynasz wątpić we własną ocenę sytuacji.
Czy możesz powiedzieć im, że coś Cię zabolało? Czy Twoje zdanie jest wysłuchiwane, nawet jeśli druga osoba się z nim nie zgadza? Czy konflikty prowadzą do rozmowy, czy zawsze kończą się przekonaniem, że to Ty jesteś problemem?
Nie każda trudna relacja jest relacją krzywdzącą. Jednak powtarzający się brak szacunku, umniejszanie emocjom i przerzucanie całej odpowiedzialności na jedną osobę warto potraktować poważnie.
6. Daj sobie prawo do zmiany zdania
Możesz uznać, że Twoja pierwsza reakcja była zbyt gwałtowna. Możesz po rozmowie spojrzeć na sytuację inaczej. Możesz przeprosić za sposób, w jaki wyraziłaś złość.
Nie oznacza to jednak, że od początku nie miałaś prawa poczuć tego, co poczułaś.
Zaufanie do siebie nie polega na nieomylności. Polega na przekonaniu, że możesz przyglądać się swoim reakcjom, wyciągać wnioski i dokonywać zmian bez nieustannego poniżania samej siebie.
Kiedy warto skorzystać z pomocy psychologa lub psychoterapeuty?
Jeśli ciągłe podważanie własnych emocji towarzyszy Ci od lat, wpływa na Twoje relacje albo sprawia, że coraz trudniej Ci podejmować samodzielne decyzje, warto rozważyć konsultację psychologiczną lub psychoterapię.
W bezpiecznej relacji terapeutycznej można przyjrzeć się temu, skąd wzięło się przekonanie, że własnym odczuciom nie należy ufać. Można również nauczyć się rozpoznawać potrzeby, stawiać granice i wyrażać emocje bez nadmiernego poczucia winy.
Nie chodzi o to, by zawsze stawiać siebie na pierwszym miejscu bez względu na innych. Chodzi o znalezienie równowagi, w której potrzeby innych osób są ważne, ale nie stają się ważniejsze od Twojego prawa do szacunku i bezpieczeństwa.
Nie musisz udowadniać, że masz prawo czuć
Być może przez długi czas słyszałaś, że jesteś zbyt wrażliwa. Być może nauczyłaś się, że dla świętego spokoju lepiej przemilczeć to, co Cię boli. A może tak bardzo przyzwyczaiłaś się do analizowania własnych reakcji, że dziś trudno Ci odróżnić refleksję od nieustannego oskarżania siebie.
Warto pamiętać, że nie każda emocja mówi nam prawdę o intencjach drugiej osoby, ale każda może być punktem wyjścia do lepszego zrozumienia siebie.
Nie musisz natychmiast wiedzieć, dlaczego coś Cię zabolało. Nie musisz mieć idealnie przygotowanych argumentów. Nie musisz też przekonywać wszystkich wokół, że Twoja reakcja jest uzasadniona.
Możesz zatrzymać się i powiedzieć sobie: „Nie wiem jeszcze, jak najlepiej zrozumieć tę sytuację, ale wiem, że coś we mnie się wydarzyło. Chcę dać sobie przestrzeń, żeby to poznać, zamiast od razu uznawać, że przesadzam”.
Czasami właśnie od tego zaczyna się odbudowywanie zaufania do samej siebie.
